Są takie chwile, kiedy masz ochotę na kawę, ale zegarek pokazuje 21:13, a Twoje serce – po ostatnim espresso – właśnie zaczyna wystukiwać salsę. I wtedy pojawia się myśl, która budzi niepokój: a może kawa bezkofeinowa?
I zaraz za nią – cała fala uprzedzeń:
– „To chyba nie smakuje jak kawa…”
– „To pewnie coś dla tych, co się boją życia…”
– „Nie no, bezkofeinowa to przecież nieprawdziwa kawa!”
Spokojnie. Wzięliśmy temat na warsztat i sprawdziliśmy: czy da się pić kawkę bezkofeinową z przyjemnością, a nie tylko z konieczności?
Czym w ogóle jest ta cała kawa bezkofeinowa?
Dla jasności – bezkofeinowa to kawa jak każda inna. Tyle że z ziaren usunięto większość (ok. 97–99%) kofeiny. Ale smak i aromat zostają. O ile… ktoś nie zepsuł roboty po drodze.
Najlepsze efekty daje metoda Swiss Water, która nie używa żadnych rozpuszczalników chemicznych, tylko wodę, temperaturę i filtrację. W skrócie: mniej szarlatanerii, więcej technologii, zero dziwnych posmaków.

Test wieczorny: jak to jest naprawdę z kawą ziarnistą bezkofeinową?
Wzięliśmy naszą kawę ziarnistą bezkofeinową (tę, co ją tak lubicie – tak, tę z delikatnym body i czekoladowo-śliwkowym profilem) i zaparzyliśmy ją o 20:47. Klasyczne espresso. Potem flat white. A potem… nic. W sensie: żadnego szumu w głowie, żadnych tiki-taka nóg, zero bezsenności.
I najważniejsze – smak był. Pełny, czysty, bez dziwnej goryczki ani kartonowego posmaku. Gdybyśmy nie wiedzieli, że to decaf – to byśmy nie zgadli.
Dlaczego warto mieć w domu kawę bezkofeinową?
Bo czasem chcesz kawę dla przyjemności, a nie dla efektu „wstawaj, mamy dzień do uratowania”. Bezkofeinowa to:
-
wieczorna kawa przy serialu bez ryzyka, że potem scrollujesz telefon o 2:00 rano, czytając o życiu pancernika,
-
opcja dla gości, którzy już mają dość wrażeń po drugim cappuccino,
-
ratunek dla ludzi wrażliwych na kofeinę, którzy nie chcą pić samej wody.

Ale serio, to nie jest smutna alternatywa 'normalnej kawki’?
Nie. Jeśli kawa bezkofeinowa jest dobrze wypalona – a ta nasza jest – to nie musisz się tłumaczyć, czemu ją pijesz. To nie kompromis. To wybór.
Tak samo jak wieczorne kakao albo jazz w niedzielne popołudnie.
Podsumowując: kawa ziarnista bezkofeinowa nie udaje kawy. Ona nią jest.
Dobra bezkofeina nie krzyczy, nie szarpie, nie popycha do działania.
Ona przytula kubkiem, zamiast wbijać Ci kofeinę w układ krwionośny.
I jeśli jeszcze się wahasz, to po prostu spróbuj.
Bo może właśnie tej kawy Ci brakowało w wieczornej układance.
